Menü Startseite

O moim stylu

Na początku roku 2020 napisałam, że ogłaszam nadchodzący rok rokiem niekupowania niczego. Na tamtą chwilę konsumowałam dość dużo treści o świadomym życiu – joga, ziołowe herbaty, spójna kolorystycznie garderoba (pojęcie kolor rozumiane jako beż i szarość). Wtedy obejrzałam też program Marii Kondo i – jak chyba większość z nas, Europejczyków – śmiałam się z tego dziękowania poszczególnym rzeczom i całego tego duchowego podejścia do wywalania zawartości szuflady. Potem dowiedziałam się, że ma to związek z religią shinto, która zakłada, że przedmioty też mają duszę – wiedzieliście o tym?

Błąkałam się w obszarze mody. Co rusz podłapywałam nowe trendy i za każdym razem byłam przekonana, że oto znalazłam świętego Graala mody.

Tak, dokładnie ten fason spodni będę nosiła do końca życia!

Dokładnie takich butów zawsze szukałam i teraz niczym papież będę wierna jednej marce i jednemu fasonowi!

Podobne zachwyty wiązały się z wydaniem trzycyfrowej sumy pieniędzy i pożegnaniem się z zakupionymi rzeczami po kilku miesiącach. Czysto emocjonalne akcje. Zachwyt, energia i chęć zmiany swojego życia, teraz, tu, natychmiast, a więc niecierpliwość, potem rozczarowanie, złość, wyrzucone w błoto pieniądze i kolejny wór ubrań do Caritasu.

Niestety tak to wyglądało. Nie prowadzę skrupulatnego zapisywania moich wydatków, za co akurat jestem wdzięczna, bo nie wiem, do czego mogłabym przyrównać kwotę wydaną na te krótkotrwałe uniesienia (modowe).

Teraz dotarło do mnie, że nie mogę stawiać sobie celów niemożliwych do zrealizowania, bo skazuje mnie to tylko na porażkę, a porażka to rozczarowanie i wyrzuty sumienia. Nie jestem bardzo zorganizowaną ani nadzwyczaj systematyczną osobą. Rzadko przestrzegam zasad, nie działają na mnie kategoryczne postanowienia. Postanowienie typu w tym roku będzie tak-i-tak nie mogło się powieść, nie u mnie. Wszelkie postanowienia wymagające systematyczności – nie u mnie. Nie mogę sobie powiedzieć, że oto będę codziennie rano medytować pół godziny i od teraz będzie to miało miejsce absolutnie codziennie – u mnie nie będzie miało. Odkąd pamiętam charakteryzował mnie tak zwany słomiany zapał. Jedna skrajność.

Czy w 2020 udało mi się nic nie kupić? Oczywiście nie.

Nadeszła pandemia, a ja zorientowałam się, że z mojej szafie królują jedwabne bluzki, spodnie z granatowej flaneli, skórzane botki i płaszcze w różnych długościach i kolorach. Garderoba pani nauczycielki – nie za poważnie, ale jednak poważnie na tyle, żeby było można mnie wyłapać z tłumu. Musiałam więc nabyć zwykłe ubrania: jeansy, materiałowe bluzki z długim rękawem, puchową kurtkę, w której jest przede wszystkim ciepło. Po kilku miesiącach pandemii, a więc po kilku miesiącach konsumowania internetu w ilościach naprawdę… chorych, chciałam pomóc małym, głównie polskim markom walczącym o przetrwanie. Kupiłam parę rzeczy z litości, mimo że zdaję sobie dzisiaj sprawę z tego, że wiele takich marek tylko pozycjonuje się jako mała rodzina rzemieślników w przydomowym zakładzie, bo takie coś dobrze trafia do naszej sentymentalnej wyobraźni, a rzeczywistość również ta finansowa wygląda nieco inaczej. W kolejnych miesiącach przeżyłam też kilka wspomnianych wyżej zachwytów aż do mnie dotarło, że nie tędy droga.

Obecnie w mojej szafie panuje dość duża rotacja – nowe rzeczy przychodzą, ale odchodzą też te, które jeszcze kilka miesięcy lat temu kupowałam do końca życia. Opłaciło się inwestować w rzeczy dobrej jakości, bo teraz mogę obdarowywać moją mamę czy siostrę wspaniałymi rzeczami.

Druga skrajność: przy okazji pozbyłam się jeszcze jednego – zwracania chorobliwej uwagi na skład rzeczy i alergiczne reagowanie na pewne materiały. Jeśli płaszcz to 100% wełny, jeśli sweter to 100% kaszmir… Wyleczyłam się z tego w momencie, gdy kupiłam sobie ten sweter z kaszmiru w przepięknym kolorze, a po kilku razach stwierdziłam, że kaszmir to wcale nie taki super materiał. Pilinguje, nie układa sie, nie trzyma formy, mam wrażenie, że traci formę w łokciach i przy kołnierzu. Teraz kieruję się wyglądem rzeczy, a przede wszystkim ich kolorem!

To w pandemii odkryłam potęgę koloru – jeżeli w pochmurny dzień ubierzemy słonecznie żółty płaszcz, to nie ma możliwości, żeby nie poprawił się nam humor. Jeśli noc znów była za krótka, nic nie pomoże tak, jak bluzka w ciepłym łososiowym odcieniu! A gdy popołudniu idziemy na plażę, to tylko arbuzowa bluzka!

Nauczyłam się, że styl to proces. Nie mogę dzisiaj określić mojego stylu do końca mojego życia, bo to tak nie działa, a z resztą to nie mój charakter.

Kategorien:Allgemein

Gosia Okołów

Kommentar verfassen

Trage deine Daten unten ein oder klicke ein Icon um dich einzuloggen:

WordPress.com-Logo

Du kommentierst mit Deinem WordPress.com-Konto. Abmelden /  Ändern )

Google Foto

Du kommentierst mit Deinem Google-Konto. Abmelden /  Ändern )

Twitter-Bild

Du kommentierst mit Deinem Twitter-Konto. Abmelden /  Ändern )

Facebook-Foto

Du kommentierst mit Deinem Facebook-Konto. Abmelden /  Ändern )

Verbinde mit %s

%d Bloggern gefällt das: